Wycinka: jałowiec

Planując działania ogrodnicze na działce postanowiliśmy na pierwszy rzut wyciąć wielkiego, przerośniętego jałowca płożącego. Zajmuje on ładnych kilka metrów kwadratowych. Kiedyś był w tym miejscu skalnak z kilkoma poziomami wyłożonymi masą otoczaków (zbieram je stopniowo z całej działki – teraz kamulce drogie jak diabli a przydadzą się na pewno), niestety inne rośliny przegrały walkę o miejsce o życia. A zaraz obok, w miejscu furtki i ścieżki pięknie porosły tuja „Yellow Ribbon” i tuja… (któż to wie jak się nazywa ;) nazwijmy ją olbrzymią – bo rzeczywiście taka jest), przez co wejście miało jakieś 30 cm szerokości. Szkoda nam było zniszczyć je ciągłym przeciskaniem się przez gałęzie zwłaszcza, że przy jakichkolwiek pracach budowlanych musi być przejazd przynajmniej dla taczki. Postanowiliśmy więc przenieść wejście w miejsce tego nieszczęsnego jałowca. W rezultacie wycięliśmy go tylko w części nie chcąc się za bardzo odsłonić od drogi i też trochę dlatego, że to straszna robota. Gałęzie powrastały w ziemię tworząc bardzo gęstą plątaninę badyli. Docelowo jednak wyleci w całości.

Zeszło nam na tej robocie cały dzień Nie nocujemy jeszcze na naszej działce bo mokro trochę po ulewach i problem z namiotem ale na szczęście 20 min drogi piechotą stąd moja siostra z mężem mają działkę z domkiem. Nie bywają tam w tygodniu ale użyczyli nam kluczy byśmy mogli przenocować. Zasnęłam w mgnieniu oka – jednak praca na świeżym powietrzu to najlepsze lekarstwo na bezsenność.

Jutro wycinka c.d.…

Oj, dał nam popalić!

0 komentarze:

Prześlij komentarz